Trochę o rasie Maine Coon - z naszego punktu widzenia :-)

Jeżeli odwiedziłeś stronę naszej hodowli, to na pewno jesteś zainteresowany rasą Maine Coon i przeczytałeś wiele informacji na temat jej pochodzenia, wyglądu, charakteru czy pielęgnacji.
Żeby nie powielać informacji, na tej stronie przytoczę kilka faktów "z życia wziętych" dot. tych pięknych kotów.



* Mnie od początku zafascynował wygląd kotów tej rasy. Pierwszego osobnika zobaczyłam "na żywo" na wystawie kotów rasowych. Był to ogromny, rudy kocur o spokojnym spojrzeniu i pięknym futrze...
I tak do dzisiaj mogę godzinami podziwiać mieszkające z nami osobniki tej rasy, jak majestatycznie przechadzają się po domu, wspinają na drapaki, wylegują na parapecie czy pędzą przez cały dom w pogoni za muchą. Ich charakterystyczne frędzelki na uszach, na łapach "między palcami" oraz często groźny wyraz ślepi - upodabnia ich do dzikich kotów: rysia, żbika.
Jednak groźny wygląd nie idzie w parze z ich charakterem. Mieszkające z nami maine coony , każdy posiadający swoje indywidualne cechy charakteru, jedno mają wspólne - łagodność.
Nie zdarzyło się aby któryś z naszych kotów kiedykolwiek okazał agresję w stosunku do wspólnie zamieszkałych ludzi (w w tym dwójka dzieci). Cierpliwie znoszą obcinanie pazurów, odrobinę mniej cierpliwie czesanie i pielęgnację futra :-) W sytuacji dla siebie niekomfortowej po prostu czekają na chwilę gdy mogą czmychnąć z kolan, czy spod szczotki. Jednak nigdy przy użyciu pazurów czy zębów.



*Maine Coony to koty bardzo ciekawskie. Interesuje ich wszystko co robisz: od prasowania, mycia podłogi, wieszania prania (chętnie ci pomogą - ocenią, że źle powiesiłeś, ściągną z suszarki i dają ci szansę powiesić poprawnie), wyciągania dokumentów z segregatora, itd, itd... wszystko co robisz w domu jest dla nich bardzo interesujące. Czytasz książkę - muszą sprawdzić pycholem czy na pewno jest ciekawa. Robisz na drutach - sprawdzą czy dobrałeś odpowiednią włóczkę.
A przy tym gadają i gadają swoim charakterystycznym śpiewnym dialektem.



* Jedną z pierwszych informacji, którą wyczytałam na temat maine coonów - koty tej rasy mają psi charakter. Są często nazywane koto-psami.
Mieszkając z osobnikami tej rasy nie można zaprzeczyć powyższemu :-) MCO chodzą za swoim człowiekiem (być może wynika to z ich wielkiej ciekawości i chęci pomocy swojemu człowiekowi, oraz nadziei że ich człowiek zapewni im jakieś atrakcje).
Prawdą jest również to, iż można nauczyć je aportowania. Moja jedna kotka - Jaga Baba, tak lubi tą zabawę, że sama przynosi mi swoją ulubioną zabawkę (małą myszkę z kocimiętką), patrzy na mnie wymownie jakby chciała powiedzieć "no rzuć wreszcie".
Oczywiście nie należy tu zapominać o podstawowej zasadzie. Kot jest istotą wielce niezależną. To on wyznacza czas zabawy, kiedy chce zacząć i kiedy zakończyć. Jak ma dosyć, po prostu demonstracyjnie odchodzi z ogonem uniesionym do góry lub kładzie się na podłodze i wtedy żadne zachęty nie pomogą. Co najwyżej zje smakołyk którym chcieliśmy go przekupić i pójdzie dalej swoją drogą.



* I tu nasuwa mi się kolejny wątek. MCO to istoty bardzo inteligentne, ale i cwane. Od małego uczymy nasze koty, że nie wolno wskakiwać na stół czy blat kuchenny. I tu oczywiście nasze koty udowadniają, że zasada "zakazany owoc - kusi" nie dotyczy tylko gatunku ludzkiego. Jeżeli stół, kuchnia są w zasięgu naszego - ludzkiego wzroku, MCO zadawalają się grzecznie krzesłem, fotelem czy parapetem. Ale... jak tylko człowiek znika z pola widzenia nasze koty działają zgodnie z zasadą: czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Muszą koniecznie sprawdzić czy człowiek schował wszystkie ludzkie przysmaki, bo może jednak coś zostało...
Więc decydując się na przyjęcie do swojego domu kota (MCO lub innego) trzeba mieć na uwadze, że nasz koci przyjaciel będzie myszkował w miejscach niekoniecznie przeznaczonych dla niego. Pomijam fakt, że w mniemaniu kotów nie ma takich miejsc - to tylko człowiek się czepia :-)



*Maine Coony to z reguły koty, które z własnego wyboru nie pchają się człowiekowi na kolana. Oczywiście zawsze są jakieś wyjątki, jednak ja ich w swoim domu nie zaobserwowałam. Moje MCO nie lubią leżeć na kolanach swoich ludzi. Jak mają ochotę, to i owszem wskoczą na fotel na którym akurat siedzimy, ale wybiorą miejsce obok - np. między człowiekiem a oparciem fotela, albo nad głową człowieka. Lub położą się obok na podłodze, żeby mieć swojego człowieka w zasięgu wzroku - bo nigdy nie wiadomo, kiedy człowiek będzie potrzebował pomocy swojego maine coona :-)